Blog o dziewczynie, która wyjeżdża na studia do Anglii. O jej przyjaciółce, która kocha pewien brytyjski boysband. O pięciu chłopakach, których poznają..
3.14.2012
PIĘĆ.
- No dobra!- powiedziała Dellie. - Musimy jechać na zakupy!
- Co? Jest 17:40, a ty chcesz jechać po ciuchy?
- Czeeemu nie? Wiesz, sklepy są pootwierane do późna, no chodź!
- Tylko PO CO ! ja się pytam!
- Niunia, orzecież jutro masz randkę! Ach, no tak! I zrób mi listę podręczników, które mam kupić. Zrobię coś pożytecznego, gdy ty będziesz wyrywać chłopców.
- Ej! Żadna randka! To się nazywa spotkanie-by-odebrać-telefon! Nawet nie wiem, jak on wygląda ani jak ma na imię!
- I właśnie po to tam jedziesz. No już, i bierz kasę na autobus, auto ciocia podstawi mi za tydzień.
***
Po udanych zakupach wstąpiłyśmy do znanego Milkshake City. Zamówiłyśmy napoje i usiadłyśmy przy stoliku.
- Hej, widziałaś tego brutenta? Przystojniaczek, hm? Szkoda, że to nie jemu składałyśmy zamówienie. Oh, poczekaj, idzie tu.
- Hello, ladies. Here are your milkshakes.
- Thanks! Jak się nazywasz? Ile masz lat? - zasypywała go pytaniami Delilah.
- Acctually, za tydzień obchodzę osiemnastkę. Chcecie przyjść? - Tu spojrzał na mnie - Byłoby super, jeśli byś przyszła.
- Ahh, no nie wiem, nie wiem. Mam tyyyyle propozycji na osiemnastki od nieznajomych, że nie jestem pewna, czy cię gdzieś wcisnę.. - zrobiłam smutną minę.
- Dostaniesz dodatkowy kawałek ciasta!
- Oh, spójrz. Dziwne. Grafik na za tydzień jest pusty..- zaczęłam się śmiać.
- David, do roboty! - krzyknął przystojny roześmiany blondyn za ladą. - Teraz ja chcę z nimi pogadać!
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. David zapisał sobie mój numer, a jego kolega - Tyler, numer Di.
Po powrocie na uniwerek walnęłam się na łóżko.
- Kurczę! Podałam mu swój numer, a przecież telefon ma ten cały " Poszkodowany " !
- Spokojnie. Po prostu Poszkodowany odczyta wiadomość od Davida, okaże się superciachem, wyśle Daviemu swoją fotkę, zaczną esemesować, gadać, pojadą do kraju, gdzie możliwe są śluby homoseksualistów i ..
- Delilah! Jeeeeeny, twoja wyobraźnia, a już zaczynałam myśleć, że ten wyjazd cię uleczy!
- No way! - Odparła i obie zaczęłyśmy się śmiać.
Obudziłam się o 9. Tego dnia nie miałam zamiaru robić NIC. No, może poza leżeniem, jedzeniem i cieszeniem się z ostatniego dnia wakacji. Dellie nie było w pokoju. Włączyłam laptopa, siedziałam z pół godziny na Twitterze, kiedy nagle do pokoju wparowała wyszykowna przyjaciółka. Spojrzała na mnie i się przeraziła.
- Co ty robisz! Odkładaj kompa! Do łazienki raz! Nie możesz wziąć much-przyjaciół, które często wkoło ciebie latają, przykro mi, nie tym razem! Smrodom się telefonów nie oddaje!- krzyczała. Wypchnęła mnie z pokoju i skierowała w stronę łazienek.
- O jeżu! Zapomniałam! To dziś?
- Chcę cię widzieć spowrotem za 20 minut! Włosy wysuszone, wyprostujesz je i umalujesz się w pokoju! Ciuchy ci wybiorę, no idź już!
Kiedy biegłam do łazienki, usłyszałam, jak przyjaciółka mruczy:
" Co ona zrobiłaby beze mnie, no co !? "
Cała gotowa przejrzałam się w lustrze. WOW. Di spisała się na medal, wyglądałam serio świetnie. Ubrała mnie w zwiewną jasnoróżową sukienkę przed kolano, mały, rózowy melonik z czarną opaską, czarne baleriny i granatowo-fioletową torbę. Moje blond włosy wyprostowała i rozpuściła, zrobiła mi lekki makijaż.
Wysiadłam z autobusu i skierowałam się w stronę parku. Szłam ścieżką, obserwując innych ludzi. Cieszyli się słonecznym dniem, które tak rzadko o tej porze zdarzały się w Anglii. Ze trzy rodziny robiły piknik. Jacyś chłopacy grali w nogę, inni grali w badmintona, jakaś para całująca się na ławkach.. Nagle coś uderzyło mnie mocno w głowę. BOLI. Spadł mi kapelutek. BOLI. Chyba upadnę. BOLI. Ktoś mnie podtrzymał. BOLI.
- Hey! Dobrze się czujesz?- spytał jakiś facet z tyłu. Odwróciłam się. Ta sama bluza. Te same okulary. Ten sam uśmiech. Ach, no tak, BOLI. Dałam się zaprowadzić na ławkę.
- Co..
- Cóż, dostałaś frisbee w głowę. Oh, poczekaj! - Poszedł sobie. Gdzie on do cholery lezie. Oh, wraca. Niesie coś. Moj kapelusz. Jak miło. A teraz oddawaj telefon dziwaku!
- Bardzo boli? - spytał. Odciągnął moją rękę od skroni. - Uuuh, będzie siniak. Ale nie, poczekaj, niedaleko jest lodziarnia. Chodźmy. - Co do cholery ma lodziarnia do bólu? Chyba nie chce mi przyłożyć loda do głowy, prawda? Nie miałam siły się sprzeczać, dałam się pociągnąć przez dróżkę. Lekko kręciło mi się w głowie. Przez cały czas mnie podtrzymywał/obejmował, więc zapewne wyglądało to, jabyśmy byli parą.
- Jesteśmy! Poczekaj, usiądź sobie. Jakie lody lubisz? Albo nie, sam wybiorę.
Po chwili przyniósł dwa lody gałkowane, oba waniliowo-truskawkowo-czekoladowe.. chyba.
- Wziąłem te trzy smaki, bo to są trzy podstawowe, tak myślę. Któryś z nich MUSISZ lubić!- powiedział, po czym podał mi loda. Wyciągnął też chłodną butelkę wody i przyłożył mi do głowy..
- Lepiej? - spytał. Był bardzo opiekuńczy.
- Może mi wreszcie powiesz, kim jesteś? Albo chociaż ściągnij ten durny kaptur i okulary, ciepło jest! - powiedziałam. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym ściągnął kaptur i okulary. Chwila. skądś go znam. - You are ...
- HARRY STYLEEEEES!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- krzyknęły jakieś dziewczyny.
Noo, jest piątka. Dosyć szybko, ale to dlatego, że szóstkę (jednak nie taką krótką) dodam chyba w niezielę, za co serio przepraszam zaiste niewielkie grono czytelników :c
Postanowiłam również szantażować czytelkinków. TAK! Dokładnie tak, jak autorka bloga http://stupid-dreamss.blogspot.com/ , którą serdecznie pozdrawiam!
A więc - by był następny post, MUSI być conajmniej 3 komentarze :) Tylko mnie za to nie znienawidźcie, proszę :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
czeeeeeeeeeeeeeść Daguś tureurururuurururu igfdjgjfdgjdfgdfjgfjkgjkdjg zgadnij kto to! zgadnij kim jestem, tralallala. jakbys nie moogla, to podpowiem ci, ze jestem zajebista i ze pisze zajebistego bloga NORMALNIE! myśle, ze juz wiesz, kim jestem. a teraz kdjkskgdfkgfidgdf, ide czytac!
OdpowiedzUsuńsuper! :D ohhh jejuuu haha dzieki za polecenie! :)
OdpowiedzUsuń